O istocie wiary

19 niedziela zwykła

Księga mądrości - podejście pierwsze.

To, w jaki sposób autor Księgi Mądrości komentuje historię jest dalece nieoczywiste. W dzisiejszym czytaniu nie wiadomo wcale o jakim wydarzeniu jest mowa. Ten problem łatwo rozwiązać - jak spojrzymy na kontekst, to zrozumiemy, że chodzi o wyprowadzenie Izraelitów z Egiptu. Tyle, że ta odpowiedź rodzi dużo poważnych wątpliwości. W Księdze Wyjścia, Izraelici w Egipcie nie są specjalnie wierzący. Jak przyjdzie do nich Mojżesz, do go nie chcą słuchać (z powodu utrudzenia ducha i ciężkich robót, jak tłumaczy autor). A o to w Księdze Mądrości czytamy, że lud wyczekiwał ocalenia sprawiedliwych i zatraty wrogów. Więcej, czytamy, że oznajmiono im to wcześniej. W samej Wj nie ma mowy o takim zdarzeniu. Cóż tu się dzieje? Zostawmy te narastające problemy i na razie zajmijmy się drugiem czytaniem.

Drugie czytanie - rola wiary.

Ten tekst jest długi. Pełni On nietypową (jak na drugie niedzielne czytanie) rolę centralnego elementu liturgii słowa: pierwsze czytanie jest dobrane właśnie pod ten tekst. Przejdźmy do rzeczy.

Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy. Co to znaczy? To nam zostanie wyjaśnione na przykładach.

Abraham wyrusza do Kanaan, tylko dlatego, że usłyszał wezwanie. Nie dostał wielkiej siły militarnej, zapasów na drogę, złota. Dostał obietnicę. Nic się zmieniało w jego życiu, poza tym, że Bóg powiedział mu wyjdź ze swojej ziemi rodzinnej. To tak jakby ktoś z nas dzisiaj usłyszał, że ma przeprowadzić się do Hongkongu.

Podobnie jest z Sarą. Ta też zaufała. Nie wymłodziała cudownie. Zaufała, że mimo starości będzie mieć dziecko. Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy. Zewnętrzne okoliczności są dokładnie takie jakie były wcześniej. Nie widać zmiany. Słowo spodziewamy nie tyczy się porządku naturalnego - jest wręcz przeciwnie, spodziewać się należy, że Sara nie pocznie, że wędrówka w nieznane skończy się totalną klapą. Sara spodziewa się dziecka, bo usłyszała taką obietnicę. Abraham ma nadzieję, że dojdą na miejsce, bo powiedział mu tak Bóg.

To jest fundamentalnie ważne. Nasze życie wiarą zaczyna się też w takich sytuacjach, kiedy jeszcze nic się nie zmieniło. Kiedy nie widać, by obietnica choć trochę zaczęła się spełniać (ile lat Sara czekała na syna?). Jedyna co mamy to obietnicę Boga (a każdy kto czytuje Pismo wie, że na każdym z nich spoczywa ich trochę). Postawieni jesteśmy wobec pytania: jaką rzeczywistością żyjemy? Tym co widzimy, czego możemy się spodziewać po okolicznościach w których jesteśmy, czy tym co obiecuje Bóg?

Werset 13 nieoczekiwanie komentuje tamte wydarzenia: nie osiągnęli tego, co im przyrzeczono. Abraham nie zamieszkał na stałe w Kanaanie. Razem z Sarą nie zobaczyli wielkiego potomstwo. Trzeba będzie jeszcze paru pokoleń, by się Izraelici rozmnożyli. Czy obietnice zawiodły?

Trzymajmy się mocno, bo właśnie argumentacja autora listu bierze ostry zakręt. Abraham oczekiwał miasta na silnych fundamentach. Nie byle jakiego miasta, lecz warownego. Dlatego też na ziemi wciąż był tułaczem (obym i gościem). Nie znalazł na tym świecie tego, czego szukał i co mógłby nazwać swą ojczyzną. Dalej mamy tekst, jakiego po Piśmie Świętym wielu się nie spodziewa dlatego Bóg nie wstydzi nazywać się ich Bogiem. Znaczy to: gdyby Bóg dał obietnicę i jej nie spełnił to miałby się czego wstydzić. Ale, hola hola, jednak czego wstydzić się nie ma, bo przysposobił im miasto. Jakie to miasto? Tego nie ma w tekście, ale na pewno chodzi o Jeruzalem Nowe, zstępujące z nieba. Ojczyznę Abrahama, miasto na solidnych fundamentach, którego On szukał. Tak zwane Niebo.

Cóż z tego wynika? Że Bóg oszukuje w swoich obietnicach, odraczając je do wieczności? Następny przykład, bardzo dramatyczny, każe odrzucić tą myśl. Abraham jest gotów zabić Izaaka, ob wierzy, że Bóg wskrzesi go z umarłych. I nie dzieje się tak, że Izaak został zabity, Abraham żyje sam, umiera, spotyka Izaaka po śmierci w Niebie. Nic z tych rzeczy. Zaufał, że odzyska go zdrowego i tak się stało (choć w inny sposób niż planował).

Wróćmy więc do kwestii tajemniczego wersetu 13. Po co cała ta dziwna wstawka? Ma ona nam pokazać to jak wygląda życie wiarą. Ten kto żyje wiarą, nie zadawala się tym światem. Nie wystarcza mu on, dlatego pozostaje na nim obcym i tułaczem. To nie jest jego świat - on żyje tym, co obiecał Bóg. Tego wygląda, tego oczekuje. Właśnie taką postawę wyraża psalm. (Oczekują, że będzie żywił ich w czasie głogu. No nieźle.)

Wstawka okolicznościowa - o co chodziło z pierwszym czytaniem.

Kto więc obiecał tym Izraelitom w Egipcie, że z niego wyjdą? Gdybyśmy przeczytali fragment z drugiego czytanie jeszcze chwilę dłużej, byśmy dowiedzieli się, że lista przykładów jest dużo dłuższa i obejmuje wyjście z Egiptu. Czytamy tam:

Dzięki wierze Józef, konając, wspomniał o wyjściu synów Izraela i dał polecenie w sprawie swoich kości.

To szczegół, ale istotny. Na przykład pomaga zrozumieć dlaczego w opisie wyjścia Izraelitów znajduje się ta dziwna wzmianka o zabraniu kości Józefa (Wj 13,9). Ta wstawka każe rozumować, iż wychodzący Izraelici pamiętali obietnicę Józefa i zrozumieli, iż właśnie się wypełniła (właśnie wtedy mieli wziąć kości). Autor Księgi Mądrości interpretując przeszłość zwraca uwagę na ten właśnie fakt - dzięki pamięci o obietnicy ów lud mógł być pewnym, że kiedy przyszedł Mojżesz, przychodzi on od Boga. To, że mu nie uwierzyli to inna rzecz. (Na szczęście Bóg zatroszczył się o to, by jednak ich co do posłannictwa Mojżesza przekonać).

Ważna jest jeszcze druga myśl. Te same dobra i niebezpieczeństwa podejmą święci. Oni (święci, czyli my też) będą postawieni w sytuacjach, kiedy mieć będą tylko obietnicę. Będą musieli zaryzykować, wejść z niebezpieczną sytuację. W niej wreszcie doświadczyć dobra. Ta sama myśl, co w liście do Hebrajczyków.

Ewangelia, czyli rozwinięcie.

Ewangelia rozwija tą myśl. Jest tu dużo myśli, przyjdźmy przez ten tekst po kolei.

Spodobało się Ojcu dać wam królestwo. Czym jest to królestwo? To ważny termin, wszak Jezus głosi przybliżyło się do was królestwo Boże. Z tym wołaniem posłani zostają apostołowie. Tym królestwem jest bliskość Jezusa. Życie w królestwie, to życie człowieka, który nie podlega okolicznościom w których jest. Nie podlega dlatego, że podlega Bogu, których jest od nich większy. Analogiczna myśl do listu do Hebrajczyków. Uciesz się mała trzódko, że możesz wieść takie życie.

Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę. Tu się robi twardo. Sprzedaj co masz i pójdź za mną. Tu jeszcze bardziej wymagające sprzedaj co masz i rozdaj. Czy te słowa są aktualne dziś? Dzieje Apostolskie opisują, że pierwotny Kościół traktował je na serio. Dalej Jezus tłumaczy, dlaczego tak zrobić: by sprawić sobie trzos co nie niszczeje. By żyjąc, nie upatrywać swego szczęści, bezpieczeństwa w tym co się posiada. By gwarantem bezpieczeństwa był Bóg. By szczęściem pełnienie jego woli i uczestnictwo w Jego działaniu. Niestety, naprawdę tak jest: gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze. Jeśli pieniądze są dla Ciebie bardzo cenną rzeczą, to Twoje serce jest przy nich. Nasze serce po prostu jest przy tym co dla nas bardzo cenne. Niestety. I nie żyjemy dla obietnic Bożych, bo jesteśmy przy swoim skarbie - tu na ziemi. Nie ma żadnego ale, żadnego ale ja tylko na chwilę się nimi tak zajmuję. Przypowieść o wracającym Panu, każe być gotowym zawsze. Zawsze mieć serce przy tym co Boże, nie przy dobrach ziemskich. Jezus oferuje bardzo szczęśliwe życie. Bardzo szczęśliwe życie w ubóstwie.

Można być ubogim zarabiając wiele. Wciąż mnie jednak zastanawia, czy można posiadać duże pieniądze, i nie widzieć w nich swojego skarbu, tego co zagwarantuje mi bezpieczeństwo.

Śmieszna jest ta scena z pytaniem Piotra. Piotr pyta: czy to mnie też dotyczy? Jezus odpowiada: a któż jak nie ty jest tym sługą, którego postawiono nad innymi? Znowu nie ma wymówki.

Ta przypowieść o pozostawionych sługach spełnia się na naszych oczach. Zostawiono nam wspaniały świat. Wraz z wieloma jego bogactwami i skarbami. Wzięliśmy go w posiadanie. Oczywiste jest to, że można się nim zadowolić. To bardoz wspaniały świat, dostatecznie wspaniały by zapewnić swoje pragnienie posiadania, doświadczenia emocji. Na tyle bogaty, że każdy z nas może znaleźć na nim coś bardzo przyjemnego, coś co go zadowoli. Ta przypowieść każe zdać sobie sprawę z kilku rzeczy. Wpierw: to nie jest nasz świat. Dwa: my jesteśmy na nim sługami. Po to by się zatroszczyć o tych obok. O inne sługi, by miały to czego im potrzeba. Trzy: Pan wróci. Nasza dierżawa jest tylko czasowa. Będziemy, po śmierci, rozmawiać z Bogiem o tym, co uczyniliśmy w tym czasie. Po czwarte: nam wiele dano. Dlatego będzie się nas pytać o to co zrobiliśmy z tym darem

Z jednej strony: życie obietnicami Bożymi, nie regułami świata. Z drugiej: zaangażowanie w ten świat, troska o tych obok nas, odpowiedzialność. Takie jest powołanie tych, co idą za Chrystusem: zmieniać świat, nie żyjąc według niego.