Kochać bardziej

15 niedziela zwykła

Ewangelia i przykazanie miłości

Dziś jedna z kilku scen, gdy ktoś pyta Jezusa jak żyć. Pyta bogaty młodzieniec, całkowicie szczerze. Dziś pyta faryzeusz, by Jezusa wkopać. Jezus w obu przypadkach odpowiada pytaniem. W obu też jest dość lakoniczny, jego tak jest ciutkę dłuższe niż trzyliterowe, ale niewiele dłuższe - dobrze powiedziałeś, to czyń. Jezus nie jest nauczyciele, który, usłyszawszy pytania, natychmiast wyskakuje z wywodem. Nie wyskakuje nawet z odpowiedzią. Zamiast tego patrzy na tego kto zadał pytanie i stara się go zrozumieć. Zadaje mu pytanie, by dowiedzieć się kim jest ten, kto przyszedł się pytać. Dla Jezusa ważniejsza jest osoba, niż treść słów. Słowa, kiedy już je wypowiada, są do konkretnej osoby, w konkretnej sytuacji. Wszak słowa Jezusa to są (silą rzeczy) słowa Boże, o słowo Boże takie jest - do konkretnego miejsca, do konkretnej sytuacji.

Sytuacja dzisiejszego faryzeusza sięga dalej, niż tylko początkowa chęć dominacji. Tą początkową agresję taktyka Jezusa skutecznie przezwycięża. Faryzeusz, odpowiedziawszy najlepiej jak potrafił (no przecież nie dam się tutaj zbłaźnić, że nie znam odpowiedzi) po chwili zaczyna z Jezusem rozmawiać jak człowiek z człowiekiem. Usłyszawszy zachętę, czyje się nie zręcznie - ja nie żyję taką miłością jak w cytowanym Prawie. I natychmiast pokazuje coś osobistego, coś z czym się zmaga. A kto jest moim bliźnim?. Nie potrafię tak kochać tych ludzi wokół, i nawet nie chcę dopuścić myśli, że to o nich chodzi. Jakiś czas temu przyjąłem, że bliźnimi są Ci bliscy. Kto jest moim bliźnim - to znaczy - komu tylko jestem winien okazywanie miłości?

Jezus odpowiada rozbrajającą przypowieścią. Opowieścią wręcz bajkową - tak oczywistą, tak prostą, że małe dziecko pojmie jej sens bez trudu. Jezus chce pokazać temu człowiekowi, w prosty sposób, tak by rozbroić jest serce nie chcące pokochać - no właśnie ten wzgardzony jest twoim bliźnim. Popatrz na tego, kto miał odwagę się o niego zatroszczyć - przyznasz, że było to dobre, prawda?

Mnie ta przypowieść trochę przeraża. Przykazanie kochaj bliźniego jak siebie samego łatwo mi wypowiadać - znam je od młodości. W tej przypowieści jest jasny przykład. Nie obcy dzisiejszym czasom - ilu to bezdomnych i minąłem? W ich oczach to tak wygląda - część tych mijających ludzi to są chrześcijanie (kapłani z przypowieści). Ci, co przyjęli miłuj bliźniego. Nie odwracają wzroku, bo łatwiej zignorować. Trochę tak jest - wiemy, że jak zaczniemy o nich myśleć, to zrobi się niewygodnie. Problem sięga dalej niż bezdomnych. Sięga samotnych, wyszydzonych w naszych miejsca pracy i szkołach. Sięga tych obok, którzy są zranieni, cierpiący wewnętrznie, i których nie chcemy dotknąć, wejść w relację - to przecież będzie kosztować zaangażowanie, emocje, będę musiał w to włożyć mnie samego. Samarytanina kosztowało - dzień zwłoki w podróży (my czasem nie mamy 2 godzin), kilkaset złotych (dwa denary to tak z 400zł).

Ta przypowieść zawstydza. Nawet w odczytaniu dosłownym. Powiem sobie: gdybym jechał samochodem, zobaczył kogoś po wypadku na brzegu ulicy, przystanąłbym, wysiadł, sprawdził stan poszkodowanego. Zatroszczył się póki nie przyjedzie pogotowie i go zabierze. Czy komuś z nas, zobaczywszy, że ma się dobrze (kilka ran, zszyją) opłacił mu hostel, i pojechał odebrać go ze szpitala? Zaangażowanie. Samarytanin angażuje się na całego.

Ojcowie Kościoła, jak czytają tą przypowieść to jasno widzą, że Jezus opowiada w niej trochę o sobie. On jest takim samarytaninem. Schodzi z konia, na Ziemię. Dotyka poszkodowanych. Wychodzi do nich, bardzo blisko - je z celnikami, ba, szaleństwo, wychodzi ku trędowatym. Opiekuje się ludźmi, płacąc w końcu za to denarami swego ciała i krwi. Zostawia tą zapłatę ze słowami - zaopiekujcie się nim aż przyjdę znów. Teraz stoimy, Kościele, w tej gospodzie, włożono denary w nasze ręce, słyszymy tą prośbę: zaopiekujcie się nimi aż przyjdę znów. Umiłujcie ich jak siebie

Jezus jest takim Samarytaninem. On kocha tak bardzo zaangażowanie. Tutaj jest klucz do naszej niewiary w możliwość takiej miłości. On taki jest, On tak kocha. My, jeśli tyko będziemy przychodzić do Niego, jeśli tylko pozwolimy mu się zacząć upodabniać do siebie - też zaczniemy chcieć tak kochać.

Pierwsze czytanie, czyli bez uników

Kiedy czytałem to czytanie po na początku to myślałem sobie: wspaniałe słowo Słowo to bowiem jest bardzo blisko ciebie: w twych ustach i w twoim sercu, byś je mógł wypełnić. Słowo Boże nie jest jakoś nam odległe, obce. Dla tych, co znają Pana, co zaczęli za nim chodzić, jego przykazania stają się bardzo bliskie, częścią nas. W Twoim sercu - znaczy w twojej osobie, w tym o czym myślisz, czego szukasz, czym się kierujesz. Nie na zewnątrz, wskutek przymusu, lecz wskutek naszego pragnienia. Na Twoich ustach - znaczy Bóg jest tym o kim chcemy mówić, rozmawiać z przyjaciółmi. Na ustach i w serce - w nas i między nami.

Przeczytawszy Ewangelie potrzeba przeczytać to czytanie jeszcze raz. Mocno uwierzyć. Jeśli wrócimy do Boga całym swym sercem, jeśli naprawdę całymi sobą za Nim pójdziemy - to wypełnimy to prawo miłości bliźnich. Jak przylgniemy do niego całym sobą, to jego słowo, to jego sposób bezpośredniego, zaangażowanego kochania zacznie się stawać czymś naturalnym, koniecznym w nas. Czymś naturalnym między nami. Jeśli tylko nawrócimy się do niego całym sercem i całą duszą.

Świadectwo Pawła

Paweł daje świadectwo o kochaniu Boga całym sercem i całą duszą. On przecież Jezusa nie dotykał. Nie jadł z Nim chleba. Nie nasłuchał się go. Dlaczego więc wypowiada o Jezusie takie rzeczy? Pierworodny, obraz Boga. Dziwne imiona, dziwne określenia.

Paweł kocha Jezusa całym sercem i całą duszą. Na jego modlitwie jest ta jego miłość, cały Paweł wyciągnięty do Jezusa. Jest na niej Jezus kochający Pawła jeszcze bardziej i dający mu się poznawać

Ten krótki hymn nie zostawia (dla Mnie) wątpliwości, że Paweł Jest mistykiem. Mistykiem to znaczy tym, który poznaje Jezusa przez miłość. Kocha go bardzo mocno i mocno go poznaje. Dlatego ma tak dokładnie zrozumienie jego wielkości, takie niezwykłe. Poznał Go, poznał, że On jest pierwszy z całego stworzenia, że dla Niego wszystko.

Paweł jest przesiąknięty tą miłością. Poznanie Jezusa go bardzo zmieniło - poszedł głosić Ewangelię bez ustanku. Pokochał całym sercem, cała duszą, i upodobnił się do Jezusa.

Wypełnił przykazanie miłości