Splendor Dzieci Bożych vs. ciężar życia.

12 niedziela zwykła

Drugie czytanie, czyli nowa tożsamość

Jesteście synami Bożymi. Tożsamość Dziecka Bożego jest coś bardzo konkretnego. To tożsamość silniejsza niż to czy się jest Polakiem czy Niemcem, Żydem czy Grekiem. Silniejsza niż to czy ktoś jest niewolnikiem czy obywatelem. Czy ktoś pracuje przy krojeniu wędlin czy obraca nieruchomościami.

Paweł przypomina dwa aspekty tożsamości Dzieci Bożych . Po pierwsze obleczony w Chrystusa. Obleczony jak płaszczem, przyobleczony jak w piękne klejnoty. Wszyscy na dworze widzieli, że to dziecko nie jest zwykłym dzieckiem, choć może nie zachowuje się porządniej do innych. Doskonale wiedzieli, że to królewskie dziecko. Jak tylko je widzieli, to wiedzieli przyszłość jakie je spotka - odziedziczy tytuł, władzę, bogactwo. Nie musiało mieć specjalnej sukni ani koszuli - wszyscy, którzy je widzą królewskie dziecko, od razu widzą dom z którego pochodzi.

Chrystus otula nas sobą. Możemy chodzić z pewnością królewskich Dzieci - Wielki jest ten, który zabezpiecza naszą przyszłość. Ten, któremu zawdzięczamy szacunek jaki nam się należy. Bogactwo, których nam udzieli. Nawet jeśli jeszcze jesteśmy małymi dziećmi i się to jeszcze nie objawiło, to jesteśmy dziećmi w Chrystusie. W Nim będziemy wzrastać, i nasze szaty staną się szatami królewskimi

Po drugie - będąc dziećmi, mamy prawo do dziedziczenia. Bracia dziedziczą w pierwszej kolejności. To jest szalone - przypada nam to, co pozostawił Jezus. Namaszczenie w którym chodził, dzieła, które pełnił, miłość jaką okazywał.

Wszyscy zostaliśmy obleczeni w Chrystusa. Wszyscy.

Ewangelia, czyli troska

Te dwa czytania, jak do tej pory, w ogóle się nie schodzą. Pierwsze - o lamencie nad Chrystusem, drugie - o Jego chwale, danej nam. Taka odległość. W Ewangelii te dwie rzeczywistości stają obok siebie.

Piotr odpowiada Tyś Mesjasz Boży, ty jesteś namaszczony przez Boga. Piotr nie rozumiał Synostwa Bożego, tak jak rozumiemy je my dziś, jak rozumiał je Paweł, kiedy pisał do Galatów. W ogóle nie wie, że sam jest przyobleczony w Chrystusa. Na sugestię, że będzie po Jezusie dziedziczył, odpowiedziałby że jesteś pomylony sugerując coś takiego.

Kiedy Piotr mówi, ze Jezus jest Synem Bożym, to mówi o tym, co sam poznał o Chrystusie. Piotr wie jak Jezus się modli, jak rozmawia z Bogiem jak z Ojcem. Ogląda, że ten, do którego Jezus się modli, wychodzi mu na przeciw. Obdarowuje go obficie, pozwalając czynić cuda i znaki na każdym kroku. Piotr rozpoznaje Synostwo Jezusa. Nie rozumie jeszcze tego Synostwa, ale widzi je i o nim zaświadcza.

Synostwo Boże takie jest. Widać je. Ludzie otwarci na Boga je rozpoznają.

Jezus, usłyszawszy te słowa z ust Piotra, natychmiast zaczyna mówić o cierpieniu i odrzuceniu. Piotr właśnie rozpoznał jego naturę. Dostrzegł źródło chwały, która Jezusa otacza. Jezus natychmiast zaczyna opowiadać o nienawiści wobec niego.

Jezus mówi o trudzie w którym dokonuje się jego posługa, bo to nierozerwalny element jego Synostwa Bożego. Nierozerwalnym elementem naszego Synostwa jest cierpienie, jest odrzucenie przez ludzi obok, jest trud z jaką przychodzi nam pełnić posługę. Jezus, przyznając, że jest Synem, że dziedziczy po samym Bogu (po Ojcu), od razu dopowiada o trudzie, który jest wpisany w to bycie Synem.

Jezus mówi niech się zaprze . Mi się to jednoznacznie kojarzy z przepychaniem regału czy z otwieraniem słoika. Jaka nie idzie to próbujemy mocniej. Nie idzie dalej - to siadamy an ziemi, zapieramy się nogami o ścinę z naprzeciwka i próbujemy jeszcze raz. Jeszcze mocniej. Nic się nie zmieniło, ale doskonale wiemy, że stać nas na jeszcze trochę więcej. I w końcu się przesuwa.

Niech się zaprze . Może już próbowaliśmy kilka razy, po czym odpuszczaliśmy. Nic się nie zmieniało. Jezus mówi niech się zaprze samego siebie. Wie, że się uda. Przez całe życie nie natrafiłem na słoik, który by się nie otworzył. Niektóre tylko zajęły trochę dłużej niż inne.

Lament i ból stykają się z chwałą Boga daną nam. Jedno i drugi stoi obok siebie. Takie jest nasze spotykanie się z Bogiem - jego łaskawość poznajemy dotykając jej własną słabością. Chwała Królewskich dzieci, przekraczająca cokolwiek bylibyśmy wstanie wypracować czy osiągnąć, będzie się w nas objawiać. Jesteśmy Synami. Potrzeba tylko tego byśmy uparcie pchali do przodu. By nie złamało nas wyśmianie innych czy nasza słabość.

Jesteśmy Synami. Namaszczeni, obdarowani, ciągle w drodze.