Tylko nieliczni

21 niedziela zwykła

Trudno o dwa pierwsze czytania, które miałyby tak odmienną tematykę. Prz czym oba są dobrane do położonych przy sobie wersetów Ewangelii.

Chwała Jeruzalem

Tuż przed tym czytaniem znajduje się poemat o odbudowaniu Jerozolimy - Bóg przywraca chwałę Izraelowi. Dziś słyszymy następny rozdział tej opowieści: już nie tylko Izrael, lecz wszystkie narody oglądają chwałę Boga. Dwa etapy. Wpierw wysłannicy idą do wszystkich narodów, by ogłosili im ową chwałę. Potem te wszystkie narody przychodzą do Boga, do Jeruzalem, i zostają przyjęci.

I o ile spełniły się słowa pocieszenia, odbudowania Izraela, to te słowa o chwale wszystkich narodów - nie bardzo. Obietnica zawiodła? Werset po dzisiejszym czytaniu padają słowa bo jak nowe niebiosa i nowa ziemia nie przeminą. Nam, którzy znamy Apokalipsę, łatwiej nam zrozumieć te słowa, niż tym do których było bezpośrednio skierowane. Idącym tym tropem należałoby umieścić dzisiejszy opis w 21 rozdziale Apokalipsy

wniosą do niego królowie ziemi swój przepych. I za dnia bramy jego nie będą zamknięte: bo już nie będzie tam nocy. I wniosą do niego przepych i skarby narodów.

Dokładnie się zgadza, uzupełnia ten fragment Objawienie.

Czy jednak omawiana obietnica tyczy się tylko końca czasów? Czy słuchając o niej, nie mam przeczucia, że już się spełniła? Przecież Apostołowie byli tymi, co poszli i ogłosili chwałę Bożą narodom. Ci wszyscy, którzy uwierzyli, są tymi co oddali Bogu chwałę. Bóg sobie z pośród nich wziął kapłanów, kiedy Apostołowie ustanowili biskupów spośród ludzi zakładanych wspólnot.

To każe się zastanowić. Nie ma bowiem żadnej granicy w biblijnym rozumieniu czasu, między tą chwilą kiedy Apostołowie ruszali na swe wędrówki, a chwilą obecną. Trwa pełnia czasu. Dziś trwa ten moment, kiedy wielu ludzi wyrusza głosić Ewangelię (choć nie potrzebuje w tym celu nawet zmieniać miasta przebywania). Dziś ludy całej ziemi oddają Bogu chwałę.

Po pierwsze - potrzebujemy się rozejrzeć i zobaczyć tych Apostołów. Po drugie - jest to misja całego Kościoła dziś. Jest to też nasza misja.

Karcenie Pana

Czym jest to karcenie Pana? Słyszymy, że jest bolesne i smutne. Ba, ludzie w nim upadają na duchu. Spróbujmy podać konkretne przykłady.

Takim karceniem jest okres silnego kuszenia. Np: każda modlitwa jest zmaganiem się z pragnieniem robienia czegoś innego. Każda próba skupienia się na Bogu kończy się zastanawianiem się nad tym robiliśmy dzisiaj w pracy i czego brakuje w lodówce. Bywa też nawiedzające nas, nie wiadomo skąd, potężne lenistwo, do pary z melancholią.

Karceniem Pana bywa brak pocieszenia na modlitwie. Oto żarliwie, wytrwale przychodzimy do Boga. Chcemy z nim być. Doświadczamy jednak na owej modlitwie wciąż tylko naszej słabości. Chcemy przyjść by porozmawiać. Wychodzimy spełniwszy rytuał. Obiecał być obecny, poznaliśmy go, doświadczyliśmy, że jest. Doświadczamy tylko pustki.

Upadanie na duchu. Czy ojciec, co mocno karci, co nie okazuje miłości dzieciom, gdy go szukają - to dobry Ojciec? Dobry ojciec przecież jest przy dzieciach kiedy płaczą. Kiedy zą smutne. Kiedy go potrzebują. A oto go nie ma. Obiecał kochać, a nie kocha. Nie ma żadnej przesady we frazie upadanie na duchu.

Zachęta nie mówi módl się uważniej, pracuj mocniej nad sobą, to pokonasz to co Cię dręczy . Autor listu do Hebrajczyków pisze nie lekceważ karcenia Pana. Ono jest Bożym działem w Twoim życiu. Pan chłoszcze każdego kogo za Syna przyjmuje. Nie lekceważ Bożego działa, jakiego On właśnie w Tobie dokonuje. Jest ono niechciane? Jest. Jest męczące, trudne i bardzo bolesne? Jest. Jest ono jednak Bożym dziełem jakie On właśnie w Tobie dokonuje. To jest Święte dzieło, Święty czas. Nie go. Taki czas jest bardzo nieznośny i bardzo Święty.

Tylko, jeśli głęboko zrozumiemy że jest to czas Bożego działania, że to On nad nim Panuje, to zdołamy wyprostować osłabłe kolana naszej wiary. Wejść poza krąg wątpliwości, upadłego Ducha.

Proste ślady czyńcie nogami, by aby kto chromy, nie zbłądził, ale był raczej uzdrowiony. Znaczy - żyj święcie, inni zobaczą jak żyjesz, zobaczą Twoje proste i jasne czyny, i pójdą za Tobą. Często podczas karcenia taki obraz wręcz tchnie niedorzecznością. To jednak jest Boży czas. On może sprawić, że będziesz w nim dobrze czynił. Choć sam przeżywasz udrękę, dal kogoś Twoje ślady będą poste.

potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości . Ja tego nie rozumiem, jak to się dzieje. Skąd pochodzi ten plon sprawiedliwości. Jednak tak się dzieje. Naprawdę, na pewno będą z tego owoce. Wielkie. Bóg to sprawi, to przecież jego dzieło.

Ewangelia, czyli synteza.

Jasne jest pytanie. Czy tylko nielicznie będą zbawieni? Jezus nie udziela odpowiedzi tak/nie, daje dłuższy wywód. Jego ton jest jednak oczywiste. W skrócie: nie. Prawdopodobnie takie proste zamknięcei sprawy by nam z zrozumienia zbawienia bardziej przeszkodzi niż pomogło, Jezus więc śpieszy z dłuższym wyjaśnieniem.

Wpierw ciasna brama. Czy my mamy w Kościele, w naszych wspólnotach takie poczucie, że jesteśmy tymi co wchodzą przez ciasną bramę? Tymi co nie idą ubitym traktem, nie wchodzą nim do miasta przez dogodną, główną bramę? Przed ciasnymi bramami może być kolejka. Droga do niej może się trochę wić. Brama może być dość ukryta i nie wiadomo jak do niej trafić. Potrzeba uwagi, cierpliwości, orientacji w przestrzeni. Nie potrzeba by ich, gdybyśmy szli głównym traktem - poszlibyśmy do przodu ze wszystkimi i byśmy na pewno trafili tam gdzie inni.

Potrzeba nam w Kościele świadomości, że jesteśmy tymi co wchodzą przez ciasna bramę. Co gorsza - często każdy przez inną ciasną bramę. Którą do tego sam musi znaleźć.

Dalej Ewangelia robi się dramatyczna. Dla słuchających go, to musiały być mocne słowa/ Jezus jadał razem z nimi. Oni za nim poszli. Zobaczyli, rozpoznali, że Jezus jest kimś niezwykłym. Przychodzili go posłuchać, zobaczyć cuda. Jezus przyszedł do nich bardzo blisko, i cieszą się tym, że oto On chodzi po ulicach ich miasta.

Słuchacze Jezusa muszą być mocno uderzeni tymi słowami. To nic nie znaczy, że byliście blisko. Odejdźcie, którzy dopuszczacie się nieprawości. Szok.

My dziś w Kościele jesteśmy takimi, po między którymi Jezus się przechadza. Też wiemy, że jest On nam bardzo bliski. Rozpoznajemy jak przychodzi do nas. Wimy, że z nami przebywa. Nam dzisiaj też mówi odejdźcie wszyscy, którzy dopuszczacie się nieprawości. Szok. Nam?

Karcenie Boga ma też taką formę, że Bóg zaczyna nam wypominać nasze grzech. Że zaczynamy widzieć bezowocność tego co czynimy. (To jest strasznie męczące). To jest potrzebne, błogosławiono. Bóg nie chce powiedzieć nam idź przecz, który dopuszczasz się nieprawości. Dlatego daje czas karcenia. Czas, kiedy radujące nas marności przestają cieszyć. Taki czas może uratować nam życie. Uratować nasze chodzenie za Jezusem. Nie pozwoli przebywać wy wygodnym domu, jednocześnie nie czyniąc tego, do czego On wzywa.

Dalej jest o uczcie w Królestwie. Ludzi z obcych miast weszli na ucztę. Pierwsze czytanie opisywało takich ludzi wchodzących z innych miast. W nie jest jednak w nim napisane całe narody przyszły do Jerozolimy lecz ludzie z nich weszli do Jerozolimy. W Objawieniu jest wielu, którzy nie wchodzą. To jest ciasna brama.

Idziemy wąską drogą. Na autostradzie można pozwolić sobie na wiele - zakręty są wyprofilowane, teren ogrodzony, wszytko dopieszczone tak, że nic się nam nie stanie. Nasze życie ma ostre zakręty. Przypomina raczej tor uliczny w Maroko, niż autostradę. Zna naszą nieprawość. Zna karcenia Pana. Kończy się ciasną bramą. Przez nią wchodzimy.

Potrzeba nam wiele łaski, wiele Bożego działania potrzeba żebyśmy przeszli ciasną bramą. On daje naprawdę nam bardzo dużo łaski.Dlatego mamy nadzieję, że ową bramą razem przejdziemy.

W dzisiejszym urywku